1. pl
  2. en

"Biznes po Bawarsku"

Gdy po raz pierwszy zobaczyłem BMW serii 6 GT pomyślałem, że chyba Niemcy oszaleli wprowadzając na rynek model samochodu, który tak naprawdę nie wiadomo dla kogo został stworzony. Biorąc pod uwagę dosyć znikomy sukces rynkowy BMW serii 5 GT, wycofanie z oferty serii 6 Gran Coupe zastępując ją szóstką GT nie napawało mnie wielkim optymizmem. Tymczasem moje rozumowanie okazało się błędne, gdyż nowe BMW serii 6 GT jest większym gabarytowo następcą serii 5 GT, i nie wiele ze starą szóstką ma wspólnego, a w zasadzie to bliżej jej do siódemki niż do piątki i szóstki poprzedniej generacji. Tylko z kim ten samochód ma konkurować na rynku? Czyżby taka indywidualność? Otóż tak, auto ma swój klimat o czym za chwilę. Z wyglądu to bawarskie cudo przypomina napompowaną „piątkę” z większym rozstawem osi i przeszkleniem przypominającym ścianę biurowca w centrum Manhattanu. Samochód sprawia wrażenie masywnej, dużej i wygodnej limuzyny, która została zaprojektowana do pokonywania wielu kilometrów dróg bez zbędnych przystanków. Jednym słowem krążownik w europejskim wydaniu. Charakterystyczna dla nadwozi typu Liftback unoszona wraz z tylną szybą masywna klapa bagażnika, reflektory zachodzące na błotniki oraz dwie podłużne, czarne końcówki rur wydechowych jeszcze bardziej podkreślają muskulaturę samochodu. Na pochwałę zasługują bezramkowe szyby i wysuwany elektrycznie tylny spojler, oba te elementy wprowadzają nieco sportu i sprawiają, że samochód wizualnie staję się odrobinę zgrabniejszy niż jest w rzeczywistości.

"Kabina nad kabiny"

Egzemplarz, którym udało mi się pojeździć był „ubrany” w wariant modelowy Sport Line (coś pomiędzy Luxury Line, a M-Sport). W środku totalny komfortowy odjazd, miejsca tyle samo co w prywatnym odrzutowcu, ogromna przestrzeń nad głową i dookoła mnie, widoczność na drogę znakomita, lekko ograniczona jedynie przez masywne, grube „słupy” bo słupkami przednimi trudno je nazwać. Podgrzewana wielofunkcyjna kierownica, „krzesła” również z grzałką, do tego wentylowane, regulowane w wielu płaszczyznach, obite czarną grubą skórą, bardzo wygodne i co najważniejsze zapewniające rewelacyjne podparcie lędźwiowe oraz trzymanie boczne (wszystko z możliwością indywidualnego dopasowania do sylwetki kierowcy i pasażera). Deska rozdzielcza nowej serii 6 GT to cała gama elektronicznych wyświetlaczy, monitorów i monitorków. Wszystko sterowane za pomocą starego, dobrego, intuicyjnego i czytelnego systemu iDrive. Tradycyjnie na wierzchołku konsoli środkowej znajduję się kolorowy monitor, którego funkcjami sterujemy przy pomocy dotyku, gestów (tak tak gestów, dotyczy niektórych funkcji) lub tradycyjnie pokrętłem wyposażonym w touchpad, który znajduje się z prawej strony lewarka zmiany biegów. Poniżej znajdziemy wyświetlacz dwustrefowej klimatyzacji i kilka włączników, za pomocą których możemy sterować strefami nawiewu powietrza lub podgrzewaniem i wentylowaniem foteli przednich. Menu do obsługi samochodu jak już wspomniałem nie jest skomplikowane, funkcje opisane są w języku polskim, a komunikaty jednoznaczne i zrozumiałe. Bez wychodzenia z pojazdu możemy sprawdzić stan oleju czy zużycia klocków hamulcowych, możemy ustawić intensywność stref podgrzewania fotela i minimalną temperaturę, w której ogrzewanie lub wentylacja się załączy. Bez trudu możemy ustawić kolor i intensywność oświetlenia wewnątrz, a jeśli sobie tego życzymy to w internecie sprawdzimy pogodę na najbliższe godziny i dni w regionie, w którym się aktualnie poruszamy. Ciekawsze ustawienia dotyczące już samego pojazdu to chociażby możliwość zmiany wyglądu „zegarów” na bardziej tradycyjne albo sportowe lub wykorzystanie monitora centralnego jako wskaźnika chwilowego wykorzystania mocy i momentu obrotowego silnika. Standardowo na konsoli środkowej znajdziemy gniazdo USB, w które możemy wsunąć pendrive i cieszyć się muzyką z głośników Harman Kardon Logic 7.

No to strzała”

Moja szósteczka z oznaczeniem 640i na tylnej klapie nie została wyposażona w czterolitrowy silnik benzynowy tylko w sześciocylindrowy, rzędowy trzylitrowy motor o mocy 340 koni mechanicznych, z którego moc przenoszona jest za pośrednictwem automatycznej ośmiostopniowej skrzyni biegów na wszystkie cztery koła. Nad dystrybucją napędu na poszczególne osie napędowe czuwa dobrze znany i sprawdzony system BMW xDrive. No to ruszam w drogę. Cisza... Cicho.., i tak oto właśnie płynę dochodząc do wniosku, że jednak benzyna to benzyna. Na niskich obrotach w trybie jazdy Eco Pro lub Comfort auta praktycznie nie słychać, przemieszczam się odcięty od rzeczywistości siedząc w wehikule za grubymi bezramkowymi szybami i skupiam myśli na czymś zupełnie innym niż hałasie, bo go tam po prostu nie ma. Całą tą melancholijną atmosferę zakłócają jedynie dziury w drodze, które za pośrednictwem, a w zasadzie za przewodnictwem dwudziesto-calowych kół starają się wejść do kabiny i popsuć mi nastrój. Układ kierowniczy pracuje miękko, a skrzynia biegów raczej niechętnie reaguje na bardziej nerwowe odruchy prawej nogi, jednym słowem „na żaglach przed siebie”. Całe szczęście to BMW, a więc wszystko można zmienić za dotknięciem czarodziejskiego guzika. SPORT bo o nim mowa, jest jednym z czterech trybów jazdy (Eco Pro, Comfort, Sport i Individual) i zmienia nam diametralnie nastawy pracy układu kierowniczego, skrzyni biegów, silnika i zawieszenia.., przynajmniej w teorii. Włączyłem tryb Sport, zegary podświetliły się na czerwono, czuje emocję, ale.., no właśnie, kierownica praktycznie bez zmian, jak chodziła lekko tak chodzi przy każdej prędkości, może nie wielka różnica, zawieszenie dalej miękkie, bynajmniej nie jak Sport w BM-kowym wydaniu. Jedynie w skrzyni biegów i silniku coś odczuwalnie zmieniło się na pozytywne. Wciskam mocniej gaz i auto w starym dobrym stylu daje z siebie wszystko, a wszystko w tym aucie to 5.3s do setki. Pierwsze moje słowa: „No to jest właśnie BMW”, silnik kręci do prawie 7 tys. obrotów, biegi wskakują szybko, auto dostaje drugie życie i pokazuje pazury. No ale co z zawieszeniem?, właśnie zbliżam się do ostrego zakrętu, na liczniku trochę więcej i zastanawiam się.., no nie ma się co zastanawiać, jadę. Jestem miło zaskoczony, co prawda auto wychyla się na łuku dosyć mocno, ale dalej jak przyspawane trzyma się drogi. Dodaję gazu w nadziei, że w końcu opony wydadzą z siebie chociaż jakiś mały pisk, a tutaj nic.., nic nie piszczy, nie ucieka przodem tylko sunie w przechyle jak hiszpański galeon, ale sunie pewnie. Jeszcze odrobinę więcej i dopiero na granicy przyczepności auto delikatnie zaczyna być nadsterowne, czuję jak lekko tył wychodzi z toru jazdy, ale nadal kontrola trakcji nie reaguje, a samochód jest w pełni sterowny i przewidywalny. Cóż, pokłony dla konstruktorów z BMW, mimo ogromnej masy, bo ponad 2 tony i miękkiego zawieszenia (nawet w trybie Sport) auto zachowuje się wedle mojej oceny nadzwyczaj przewidywalnie. Ostre zakręty nie robią na nim większego wrażenia, a moc silnika jest wystarczająca do sprawnego kontrolowania samochodu w sytuacjach gdy „power” jest potrzebny. Z racji tego, że mój egzemplarz został wyposażony w sportowe hamulce M postanowiłem sprawdzić jak działają i wiecie co? Działają.., ale problem polega na czymś innym, a mianowicie masa.., masa pcha ten wóz i to da się dosłownie odczuć. Pomimo suchej nawierzchni, idealnych wręcz warunków, prędkości niecałych stu na godzinę ostre hamowanie kończy się sunięciem nieubłaganie przed siebie, a my możemy obserwować tylko mrugające światła awaryjne (które włączają się automatycznie podczas nagłego hamowania) i zmniejszający się dystans do przeszkody. Czy to wina BMW? Czy może nawierzchni? Nie, to prawa fizyki dlatego pamiętajmy, że nawet najlepsze „wielotłoczki” od Porsche, M-Power, AMG czy Koenigsegga nie zastąpią rozumu. „Myśl, przewiduj, a dopiero na końcu zrób”. Tą puentą przechodzimy do podsumowania.
Czy kupiłbym ten samochód? Odpowiedź brzmi nie, ale nie dlatego, że jest zły, ma jakieś istotne wady, źle się prowadzi, czy jest kiepsko wykonany. Ten samochód nie jest dla mnie tylko dla statecznego biznesmena w średnim wieku, który bardzo dużo podróżuje, troszczy się o rodzinę, firmę i siebie, a do tego chce wyglądać, budzić zaufanie, być praktycznym i nie rzucać się jakoś szczególnie w oczy bo od tego są chociażby Mercedes CLS albo Audi A7. Pomimo tego, że to trochę inny segment samochodów. Moi drodzy, uważam, że silniki o oznaczeniu 30i oraz 40i są jedynymi słusznymi motorami do tego modelu. Przemyślcie dobrze zakup dwulitrowych diesli i nie podejmujcie pochopnej decyzji gdyż może się okazać, że są zdecydowanie za słabe do tego ogromnego samochodu. Osobiście gdybym zdecydował się na zakup 640i GT wybrałbym wersję wyposażenia Luxury Line ponieważ „szósteczka GT” i tak autem sportowym nie jest tylko luksusowym, więc dlaczego by do tego luksusu nie dodać chociażby kół z oponami o wyższym profilu żeby poczuć jeszcze odrobinkę więcej..,luksusu?? :)
I w tym luksusie luksusem płynącym pozdrawiam Was, pozostawiając decyzję o zakupie Wam przyszłym użytkownikom pięknych, drogich i LUKSUSOWYCH samochodów ;) Zapraszam do obejrzenia zdjęć.

 

Artur Rojewski

 

BMW 640i xDrive GT 2018
16 listopada 2018

Powrót do bloga

Polub mnie

Uwaga! Niniejsza strona ma charakter wyłącznie informacyjny, nie promuje żadnego stylu jazdy i nie ma charakteru szkoleniowego. Wszystkie samochody, których dotyczą opisy i zdjęcia zamieszczone na tej stronie są użytkowane zgodnie z przepisami ruchu drogowego i z zachowaniem najwyższych środków bezpieczeństwa tak aby nie wyrządzić nikomu żadnej szkody na drodze. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za innych użytkowników dróg, którzy w sposób niezgodny z przepisami ruchu drogowego lub z narażeniem zdrowia i życia innych będą użytkować pojazdy na drogach publicznych i poza nimi.

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć samochodów, treści wpisów zamieszczonych na ich temat, a także ich dalszą publikację. Wszystkie zdjęcia i artykuły zostały stworzone przeze mnie i stanowią moją własność. Dziękuję za zrozumienie :)