1. pl
  2. en

"Spotkanie z królem"

Wyobraźcie sobie samochód, którego cena zakupu przekracza 1 milion złotych, jego motor jest prawie dwukrotnie potężniejszy niż te montowane we współczesnych autobusach, a na dodatek został zbudowany ręcznie w osobnym pomieszczeniu fabryki, która produkuje jedynie 20 tysięcy wszystkich silników rocznie. "Jeden człowiek, jeden silnik", zgodnie z tą zasadą firma AMG (Aufrecht Melcher Grosaspach) konstruuje w swojej fabryce w Sindelfingen jednostki napędowe do najbardziej prestiżowych modeli marki, która uznawana jest za jedną z najlepszych w branży motoryzacyjnej na świecie. Na samą myśl o Mercedesie CL 65 AMG wielokrotnie przenosiłem się do krainy marzeń, słyszałem legendy, które głosiły, że to auto pozostawia nie jeden motocykl w tyle, spala tyle paliwa ile tankowiec wykonujący manewry portowe, a komfortem jazdy przewyższa "Eskę", która bez wątpienia przez "wieki" swojego istnienia zajmowała dwa z dwóch pierwszych miejsc w swojej klasie. W każdej bajce jest trochę prawdy, przedstawię Wam ten samochód z mojego punktu widzenia, ale po kolei.
Mercedes CL (W216) zadebiutował w 2006 roku i został następcą modelu W215, który jak zapewne wie każdy fan motoryzacji miał kilka problemów sam ze sobą. Jego słabe strony dotyczyły głównie zawieszenia, które było bardzo skomplikowane i jeśli już się popsuło to koszty jego naprawy były wręcz astronomiczne, w silnikach V12 padały cewki kosztujące po kilka tysięcy złotych każda (były dwie), a materiały użyte do wykończenia wnętrza samochodu były średniej jakości. Wspomniane niedociągnięcia pozostawiły po sobie rozczarowanie użytkowników tego auta, którego nawet legenda pradziadka (czyli modelu W140) nie była w stanie puścić w zapomnienie. Model W216 miał to zmienić, przeprojektowano całkowicie nadwozie i wnętrze pojazdu, wprowadzono nowe rozwiązania techniczne poprawiające bezpieczeństwo jazdy oraz ulepszono zawieszenie typu ABC (Active Body Control). Moim zdaniem strzałem w dziesiątkę była decyzja o nie wprowadzaniu do oferty diesli tylko pozostaniu przy widlastych ósemkach i dwunastkach. Samochód miał być drogi, wyjątkowy i niepowtarzalny, no cóż, w tamtych czasach zapewne taki był.

 

"Wilk w owczej skórze"

 

Wielokrotnie miałem do czynienia z samochodami posiadającymi ogromną moc i przyznam, że często wyglądały one groźnie. Ich nadwozia miały ostre linie, wiele przetłoczeń, wielkie grille i mnóstwo karbonowych dodatków podkreślających sportowy rodowód. Ten Mercedes jest inny, mimo, że testowany przeze mnie egzemplarz skończył właśnie 10 lat to na drodze zawstydził by niejednego młodszego rywala, tylko, że on tego nie pokazuje z zewnątrz. Bryła nadwozia auta jest znacznie bardziej luksusowa niż sportowa, nie znajdziemy tutaj ogromnych ostentacyjnych wlotów powietrza, reflektorów przypominających ostrze samurajskiego miecza ani dokładek zderzaka z materiałów stosowanych w przemyśle lotniczym. Odniosłem wrażenie, że wszystkie elementy, które są charakterystyczne dla samochodów sportowych znalazły się w CL-u z uwagi na konieczność zachowania jak najlepszych właściwości jezdnych tak mocnego auta. Przyglądając się bliżej zwróciłem uwagę na szerokie, nabrzmiałe nadkola, dyfuzor z ogromnymi końcówkami układu wydechowego i hamulce, których w żadnym seryjnym samochodzie nigdy na oczy nie widziałem. Reszta elementów nadwozia to klasyka gatunku wykwintnego Coupe, czyli łagodnie opadająca szyba tylna znikająca pod klapą bagażnika, bezramkowe szyby w drzwiach oraz tylne lampy zachodzące na błotniki, a to wszystko w rozmiarze XL. CL przypomina mi ciężarowca, tyle że nie takiego z wiszącym brzuchem i masą zbliżoną do wagonu kolejowego, a tego, który zdołał każdy gram tłuszczu zamienić w mięśnie, do tego ubrał porządnie skrojony garnitur i wszedł na salony budząc po drodze wiele pozytywnych emocji. Jest silny, muskularny, ale przy tym porusza się z gracją i jest elegancki. Taki właśnie z wyglądu jest Mercedes CL 65 AMG.., oczywiście wedle mojej oceny.

Tradycyjnie już zaglądam do środka bo nie lubię sterczeć na zewnątrz i gadać w nieskończoność o lampach, kołach i zderzakach ;) W środku odjazd!, cztery miejsca siedzące, ale jakby stworzone indywidualnie na potrzeby każdego z wąskiej, wybranej listy pasażerów. Materiały użyte do wykończenia wnętrza pomimo 10 lat eksploatacji wyglądają jak nowe, oczywiście jest to w największej mierze zasługa właściciela pojazdu, ale ja oceniam to co widzę, a widzę świeżość pomimo upływu lat. Fotele przednie są ogromne, wyglądają jak tron królewski, którym dodatkowo możemy sterować przy pomocy przycisków umieszczonych tradycyjnie na drzwiach kierowcy i pasażera. Zegarek firmy IWC Schaffhausen, listwa progowa z napisem AMG przypominająca szynę kolejową, długa i szeroka konsola środkowa; jednym słowem wszystko wielkie, porządne i drogie. Monitor centralny w tym aucie to mix nowoczesności z przeszłością, znajdziemy na nim tradycyjne wskazówki, które określają nam poziom paliwa, temperaturę cieczy chłodzącej i prędkość obrotową silnika oraz elektroniczny wyświetlacz wskazujący prędkość pojazdu, tryb jazdy, aktywne urządzenie Distronic Plus i Night Vision oraz ustawienia samochodu. Z prawej strony na konsoli środkowej znajduję się niewielki kolorowy ekran, którym za pomocą przycisku możemy sterować w prawo lub lewo w zależności od tego kto bawi się jego funkcjami, kierowca czy pasażer. Funkcje nie są bardzo rozbudowane i praktycznie ograniczają się do sterowania telefonem, nawigacją, oświetleniem wewnętrznym i zewnętrznym, systemem audio/video. W nowoczesnych samochodach AMG możemy konfigurować tryby jazdy, mamy wpływ na poziom twardości zawieszenia i układu kierowniczego, możemy wpływać osobno na pracę skrzyni biegów oraz silnika, a także mamy moc decyzyjną w kwestii dotyczącej ingerencji systemu ESP w naszą zabawę dla dorosłych na torze wyścigowym. Tutaj jest prosto, jasno i czytelnie, mamy do wyboru tryb jazdy Comfort, Sport i Manual, możemy zadziałać zero- jedynkowo na układ kontroli trakcji (włącz, wyłącz) nie polecam tej drugiej opcji o czym opowiem za chwilę. Za pomocą przycisku znajdującego się u góry pomiędzy obrotomierzem, a wyświetlaczem na konsoli centralnej można unieść zawieszenie w celu na przykład wjechania do garażu z ostrym spadkiem. W zasadzie to wszystko bo resztą steruje komputer.

 

"Moc nieskończona"

 

Przyznam się, że z lekką obawą usiadłem za kierownicą tego samochodu, wiedziałem przecież z czym mam do czynienia, a dane techniczne przyprawiały mnie o lekkie dreszcze.., no może dreszczyki ;). Silnik tego potwora to V12, jego pojemność wynosi 6 litrów, moc 612 koni mechanicznych przy doładowaniu dwiema turbosprężarkami, moment obrotowy 1000 niutonometrów przenoszony jedynie na tylne koła za pośrednictwem 5-stopniowej automatycznej skrzyni biegów. W pełni świadomy jak wielką elektrownią przyjdzie mi zarządzać wcisnąłem przycisk ENGINE START...

Odgłos pracującego rozrusznika jest identyczny jaki możemy usłyszeć podczas startu silników w supersamochodach, dźwięk silnika CL-a na wolnych obrotach jest gardłowy, basowy, tutaj nie ma żadnego głośnika wzmacniającego pomruk, kultura pracy niesamowita, żadnego drgania, żadnych wibracji jedynie odgłos wielkiej działającej dwunasto-cylindrowej siłowni. Przy pomocy przełącznika zmiany biegów, który znajduję się w miejscu włącznika wycieraczek zwykłego samochodu uruchamiam DRIVE i ruszam. Wcisnąłem jak to w samochodzie gaz, ale coś nie tak, auto nie za bardzo chce jechać, dopiero po chwili zorientowałem się, że kontrolka ESP mruga jak szalona próbując mi powiedzieć "hola hola kolego, tutaj tak nie pogramy, ochłoń, przypomnij sobie czym zarządzasz i dopiero ruszaj", zrobiłem jak kazał. Wewnątrz nie słychać nic, ani tego co dzieję się na zewnątrz ani silnika. Jadąc spokojnie auto po prostu płynie, a my zanurzeni w komfortowych fotelach razem z nim. Czuć ogromną masę, ale i pracę zawieszenia, które jest wyraźnie sportowo zestrojone. Moim zdaniem S klasa jest bardziej komfortowa przynajmniej na nierównościach. Pierwszy odcinek wolnej prostej i trochę mocniej wcisnąłem gaz. Dźwięk, który usłyszałem przypominał silny podmuch wiatru, a auto z mrugającą kontrolą trakcji zaczęło miarowo wyrywać asfalt spod tylnych kół. W średnim zakresie obrotów odgłos motoru jest nie do opisania, nie słyszałem nigdy śmiechu mitologicznego Hektora, syna Priama ze starożytnej Grecji, ale jestem pewien, że to mniej więcej coś takiego. Moment obrotowy czuć na każdym kroku niezależnie od przełożenia, na którym obecnie jedziemy i prędkości, z którą się poruszamy. Emocje mają być zawsze i wszędzie..,i są. Po włączeniu trybu Sport zmieniają się parametry pracy skrzyni biegów, natomiast układem kierowniczym i pracą zawieszenia zarządza komputer w zależności od nawierzchni i prędkości z jaką jedziemy. System Active Body Control utwardza zawieszenie i nie dopuszcza do nadmiernego przechyłu nadwozia na zakrętach. Wraz ze wzrostem prędkości możemy odczuć większy opór na kierownicy, twardszą pracę zawieszenia i ruch fotela kierowcy, który na przemian sterując podparciami bocznymi usiłuje nas utrzymać nieruchomo w pozycji za kierownicą. Celowo nie będę rozpisywał się o szybkości zmiany biegów mając na uwadze wiek samochodu. Współczesne skrzynie biegów jak chociażby PDK z Porsche czy nowoczesny Speedshift Mercedesa działają zdecydowanie szybciej, ale 10 lat w świecie motoryzacji to przepaść dlatego opisując to auto staram się patrzeć z perspektywy tamtego okresu. Jadąc w tym trybie Sport w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że to całkowicie bez sensu ponieważ ten motor ma taką siłę, że nie ma różnicy ani prędkość, ani bieg na którym jedziemy, ani aktualnie włączony tryb jazdy. Każde wciśnięcie gazu w zasadzie niezależnie od prędkości kończy się "podcięciem" na chwilę kół tylnych. CL 65 nie wyrywa do przodu strzelając z rury wydechowej urywając nam przy okazji głowę o zagłówek, przyspieszenie owszem czuć, ale najbardziej widać je na elektronicznym prędkościomierzu, którego wskazówka podąża jednym tempem od zera do nieskończoności. Jeśli przyjdzie Wam dodać gazu w zakręcie możecie być pewni, że kontrola trakcji zareaguje, każdy nieprzemyślany ruch pedałem przyspieszenia skończy się uślizgiem kół tylnych, wyprzedzając innych miejcie na uwadze, że najpierw powalczycie z trakcją, a dopiero później rozpoczniecie prawidłowo manewr.., aaaa, ja piszę cały czas o suchej nawierzchni. Wiem, jestem monotematyczny, ale z uporem maniaka będę Wam przypominał, że gdybyście kiedykolwiek prowadzili samochód typu S600, SL600, czy jakieś AMG 63, 65 itd., pamiętajcie o tym, że te samochody pomimo wszechobecnie panującej ciszy w kabinie rozpędzają się od zera do 250 km/h ruchem jednostajnie przyspieszonym.., fajnie, tylko czasami jeszcze trzeba je zatrzymać, a tutaj niestety działają prawa fizyki tak samo na każdy pojazd niezależnie od marki i modelu. Pamiętam, że starsze S-klasy sunęły przed siebie z wciśniętym pedałem hamulca do oporu jak lokomotywa bez ABS-u w czasie awaryjnego hamowania. CL 65 AMG wyposażony jest w ośmiotłoczkowe hamulce dedykowane do tego modelu, umówmy się, że przetestowanie ich możliwości w warunkach miejskich czy nawet pozamiejskich jest w zasadzie niemożliwe. Podjąłem poza miastem jedną próbę gwałtownego wyhamowania tego kolosa ze 100 km/h, wrażenia? Faktycznie jakby ktoś założył mi kleszcze na koła, auto całą masą próbowało wgryźć się w nawierzchnię, ale jakie to miało przełożenie na metry? Nie wiem. Podczas zabaw tym galeonem zauważyłem, że wskaźnik zużycia paliwa oscyluje w granicach 31 ltr/100km., ale zdziwiony tym faktem nie jestem. Pamiętajcie, że to jeden z największych silników znanych współczesnej motoryzacji. Po tych kilku słowach na temat tego niesamowitego pojazdu przyszedł czas na jego podsumowanie.

Czy chciałbym, aby Mercedes CL 65 AMG (W216) stał w moim garażu? Ooo chciałbym, ale jednak z pewnymi obawami. To auto jest bez wątpienia perełką motoryzacyjną, wygląda ponadczasowo, jego osiągi może już nie budzą aż takich emocji w porównaniu do wielu innych, szybszych współczesnych zabawek, ale to nie jest istotne. Ten samochód ma to "coś" co wyróżnia go na tle innych. Odgłos jego silnika, brutalna siła zamknięta w dosyć niepozornym opakowaniu i klimat, którego wiele współczesnych samochodów jest pozbawionych. Bez wątpienia ten Mercedes już trwale zapisał się na kartach motoryzacyjnej historii, ma swoją osobną półkę w małym pomieszczeniu, dokładnie takim, w którym powstał jego silnik będący duszą i sercem tego pięknego samochodu. Uważam, że to auto nie jest jednak dla każdego, jego koszty eksploatacji są ogromne, trzeba mieć duże umiejętności żeby nim jeździć, a przede wszystkim wielką fantazję i gruby portfel żeby go kupić.., ale kto zamożnemu zabroni? :)) Tym miłym akcentem zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć, dziękuję za poświęcony czas i pozdrawiam Was gorąco.

 

 

Artur Rojewski

 

Mercedes CL 65 AMG 2008
22 listopada 2018

Powrót do bloga

Polub mnie

Uwaga! Niniejsza strona ma charakter wyłącznie informacyjny, nie promuje żadnego stylu jazdy i nie ma charakteru szkoleniowego. Wszystkie samochody, których dotyczą opisy i zdjęcia zamieszczone na tej stronie są użytkowane zgodnie z przepisami ruchu drogowego i z zachowaniem najwyższych środków bezpieczeństwa tak aby nie wyrządzić nikomu żadnej szkody na drodze. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za innych użytkowników dróg, którzy w sposób niezgodny z przepisami ruchu drogowego lub z narażeniem zdrowia i życia innych będą użytkować pojazdy na drogach publicznych i poza nimi.

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć samochodów, treści wpisów zamieszczonych na ich temat, a także ich dalszą publikację. Wszystkie zdjęcia i artykuły zostały stworzone przeze mnie i stanowią moją własność. Dziękuję za zrozumienie :)