1. pl
  2. en

"Long S-tory"

Jest poniedziałkowy wieczór dnia 9 lutego 1998 roku, ulicami Tbilisi (Gruzja) porusza się kolumna czterech rządowych samochodów. Prezydent Eduard Szewardnadze zbliża się do swojej rezydencji znajdującej się w południowej części gruzińskiej stolicy. Do celu pozostało może kilometr, może półtorej gdy zza drzew na pobliskim wzgórzu grupa uzbrojonych mężczyzn otwiera ogień z karabinów maszynowych i granatników przeciwpancernych. Ta uliczna wojna trwa około 10 minut, siła ognia jest tak potężna, że dosłownie rozrywa pojazdy rządowej kolumny na strzępy, ale czy wszystkie? Mocno uszkodzony, z dziurą w masce od pocisku z granatnika uchował się tylko jeden. Wystraszony Eduard wyszedł z tej bitwy bez szwanku.., szczęśliwy traf?, może opatrzność Boża?, na pewno też, ale było coś jeszcze, a mianowicie opancerzony Mercedes klasy S (W140). Samochód, który nie tylko odniósł ogromny sukces rynkowy, ale też przez lata budował wizerunek tej niemieckiej luksusowej marki. Legenda tego auta ciągnęła się długimi latami i moim zdaniem to właśnie dzięki niej Mercedes przetrwał ciężkie czasy, które nadeszły zaraz po ślubie z amerykańskim Chryslerem. Pierwsze "Eski-140" opuściły fabrykę w Stuttgarcie wraz z nadejściem roku 1991 i były absolutnym hitem na rynku, który na długie lata wyznaczył trendy w dziedzinie projektowania limuzyn dla najbardziej wymagających klientów. Prawdopodobnie wtedy po raz pierwszy w historii firma Carla Benza zaprojektowała i wyprodukowała tak dopracowany samochód, że konkurenci dosłownie odpadali jeden po drugim w starciu z popularną "Lochą". Tylko czy jest się czemu dziwić? Nieoficjalnie mówi się, że prace nad tym modelem trwały już od początku lat 80, a kwota jaką firma przeznaczyła na realizację tego projektu wyniosła około 1 miliarda dolarów. W rezultacie światło dzienne ujrzało auto, którego rozwiązania technologiczne zdecydowanie wyprzedziły swoje czasy. Osobiście pierwszy raz zetknąłem się z S600 w drugiej połowie lat 90. Pamiętam dobrze bordowy kolor tego samochodu, antenkę, która wyjeżdżała sama spod klapy bagażnika, samozamykające się drzwi (tak to wtedy nazywałem, oczywiście chodzi o automatyczne domykanie) i napis V12, który budził we mnie największe emocje pomimo tego, że nie do końca wiedziałem co oznacza. Gdy ja chłopak z dzielnicy przekroczyłem próg tego "salonu" poczułem się wyjątkowo jak nigdy wcześniej. Wewnątrz auto ociekało luksusem, solidna czarna skóra, mnóstwo przycisków, podgrzewany tron, wskazówki na cyferblacie, z których każda żyła własnym życiem i tyle miejsca, że pół osiedla mogło by z powodzeniem wspólnie oglądać mecz piłki nożnej siedząc na tylnej kanapie. Podróż tym autem przypominała film, w którym świat wokół nas pędzi i wiruje, a my siedzimy w ciszy i spokoju przyglądając się uważnie temu co dzieje się dookoła. Siedząc jako pasażer na przednim siedzeniu (zresztą trudno było wylicytować z moją przyjaciółką to zaszczytne miejsce) czułem się jak młody paw. Moje piętnastoletnie ego było większe niż wieżowiec, w którym mieszkałem, a ja sam nie kryłem zadowolenia z przejażdżki, wpatrując się w oczy każdego napotkanego przechodnia i kierowcy, któremu przyszło się zatrzymać obok nas. Pierwszy "kick-down" i poczułem jak przestaję nadążać z rejestracją obrazu przed samochodem. Przyspieszenie było potworne, dźwięk V12 niesamowity, ja przybity do fotela na wpół przytomny, ale z uśmiechem odurzonego nastolatka, któremu zaaplikowanego najsilniejszy w tamtych czasach narkotyk o nazwie Mercedes-Benz... 600. Historie, które opowiadałem o tej przejażdżce były tak niebywałe, że nawet ja sam w końcu nie widziałem co jest prawdą, a co fikcją. W tamtych czasach uważałem, że ten model samochodu zawsze będzie najlepszy i dopracowany w najdrobniejszych szczegółach, ale się pomyliłem. "Merc" W220 wjechał na paryski salon w roku 1998. Auto znacznie wyszczuplało, zrobiło się mniej toporne i w niczym nie nawiązywało do legendy sto czterdziestki.., dosłownie. Flagowy model Mercedesa okazał się zawodny, drogi w eksploatacji i.., zardzewiały. Biada temu kto zdecydował się na zakup klasy S400 CDI ponieważ problemy z rozrządem miał zagwarantowane w pakiecie. Zawieszenie typu ABC skomplikowane i awaryjne, w modelach S55 AMG kłopoty z krzywkami na wałkach rozrządu (prawdopodobnie wada materiału, z którego zostały wykonane), a na dodatek "Rudolf" na karoserii. Opowiem Wam pewną historię, którą słyszałem od właściciela. Pan Klaus kupił takie właśnie cudo w salonie Mercedesa. Jako rodowity zachodni Niemiec jeździł do serwisu, dbał, chuchał i dmuchał. Pewnego dnia po dwuletniej eksploatacji zauważył, że jego klasa S zwyczajnie zaczyna rdzewieć. Udał się do serwisu, który wykonał drobne prace blacharsko- lakiernicze w ramach gwarancji. Naprawa była tak skuteczna, że po okresie zimowym "Rudy" uderzył z podwójną mocą. Wystraszony Klaus wyruszył ponownie z roszczeniem do serwisu, który tym razem poinformował go, że nie powinien eksploatować auta podczas srogiej zimy bo to szkodzi karoserii. Karoserii może szkodzi, ale Klausowi zima nie zaszkodziła na tyle, żeby nie wiedział jak sobie z tym problemem poradzić. Pojechał do niemieckiego "Casto-sklepu z farbami" kupił puszkę tej trudno zmywalnej po czym udał się na parking przed główne wejście Mercedes Benz Niederlassung (oddział gdzieś w zachodnich Niemczech). Namalował pędzlem na swoim samochodzie napis "Tak wygląda nowy piękny Mercedes po dwóch latach użytkowania", domalował jeszcze strzałkę wskazującą na zardzewiałe elementy, zamknął furę, wyłączył telefon i poszedł na U-Bahn. Opowiadał mi, że już po miesiącu dzwoniły do niego największe tuzy zasiadające w ścisłym kierownictwie sprzedaży firmy ze Stuttgartu z prośbą, żeby tylko zabrał tego "ogra" z przed wejścia do salonu głównego. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba dostał E-klasę w zamian za jakąś symboliczną starą markę lub dwie. Rok 2005 przyniósł absolutną nowość. Model W221 miał szybko zetrzeć brudne plamy po starszym bracie i odbudować wizerunek firmy, której dostało się solidnie za flirty z Amerykanami. Nowa ESKA faktycznie była zdecydowanie lepsza, bardziej dopracowana i nie rdzewiała na potęgę :) O bezawaryjności można by wiele dyskutować bo chociażby elektronika z perspektywy lat nie okazała się mocnym punktem tego wozu. Moim zdaniem to jednak drugorzędna sprawa. Auto było wygodne, ładne wewnątrz i można było je zamówić z trwałą jednostką benzynową o pojemności 5 i 6 litrów, która dawała niezłą frajdę z jazdy tym kolosem. Oczywiście miałem okazję tym modelem pojeździć i nie mogę złego słowa powiedzieć, po prostu taki niemiecki galeon, który z gracją pokonywał tysiące kilometrów dróg. Czas modelu W221 również minął, a ja nie czekając długo wskoczyłem za kierownicę Mercedesa S400d Long, który został wyprodukowany w 2018 roku. Model W222 został zaprezentowany w maju 2013 roku w Hamburgu. Auto z zewnątrz wygląda tak dostojnie jak żaden inny wcześniejszy model klasy S. Nie znalazłem w tym aucie sportu, agresji i siły, ale coś zupełnie innego. Harmonia, spokój, elegancja i po prostu chillout to cechy najnowszej S klasy. Wóz jest ogromny, ale nie sprawia wrażenia niezdary za to budzi ogromny respekt na drodze. Ciekawostką jest pakiet AMG, który w tym przypadku dosłownie schodzi na drugi plan wizualny, on raczej tylko subtelnie podkreśla wygląd samochodu, a nie dominuje jak ma to miejsce w innych modelach Mercedesa. Bardzo charakterystycznym elementem jest grill, który jest tak ogromny, że przypomina bardziej ogrodzenie terenu elektrowni niż element osłaniający chłodnicę wozu. Jednak prawdziwa uczta dla oczu znajduje się za drzwiami tego pięknego auta.

"Loża VIP"

Każdy kto dostąpił zaszczytu zwiedzania klasy S zna to wyjątkowe uczucie wszechobecnego przepychu. W środku znajdziemy wszystko to co najlepsze wymyślił człowiek dostosowując samochód do swoich potrzeb, kierując się nieskrępowaną wyobraźnią. Szlachetne drewno, polerowane aluminium, gładka, bardzo delikatna tapicerka skórzana, zapachowe fiolki uwalniające na życzenie podróżujących woń drogich perfum i przestrzeń, którą aż trudno zagospodarować. Całość tego idealnego świata dopełniają fotele przypominające pufy wypełnione amortyzującą pianką, do tego wyposażone w system masażu, który w zależności od preferencji książęcych pośladków oferuje nie mniej różnych zabiegów ile znajdziemy w gabinecie u profesjonalnego masażysty. Stylistycznie wnętrze kojarzy mi się z prywatną małą lożą VIP filharmonii, w której koncerty dają światowej sławy artyści dla wąskiej grupy wyselekcjonowanych, bogatych entuzjastów muzycznych dzieł sztuki. Wewnątrz wszystko jest duże, nowoczesne i bardzo eleganckie, taki trochę mix nowoczesności i tradycyjnego stylu. Wskazówki, gąszcz przycisków i funkcji to już przeszłość ponieważ nowa klasa S to jeżdżący komputer, który steruje dosłownie wszystkim w tym samochodzie. Zegary na desce to jeden wielki dwuekranowy tablet, którym sterujemy przyciskami po obu stronach kierownicy i touchpadem znajdującym się na konsoli środkowej. Funkcji jest mnóstwo, ale większość z nich dotyczy ustawień, które mają poprawić nam nastrój podczas podróży. Z tym masażem to nie był żart gdyż mamy do wyboru "Świeże powietrze", "Witalność", "Wygoda" i "Przyjemność" :) cokolwiek to znaczy. Jeśli znudzi nam się zabawa fotelami to możemy włączyć sobie podgląd pracy zawieszenia auta (zobaczymy wówczas w jakim procencie poszczególne amortyzatory są wykorzystywane do tłumienia nierówności). Ponadto można popatrzeć w ilu procentach otwiera się przepustnica (czyli jak mocno wciskamy gaz) lub mamy opcję podejrzeć ile mocy i momentu obrotowego wykorzystujemy podczas przyspieszania. Po obu stronach kierownicy znajdują się pola dotykowe, za pomocą których możemy sterować poszczególnymi funkcjami wyświetlanymi na monitorze głównym, a także zmieniać jego wygląd. Ciekawą funkcją jest możliwość zastąpienia obrotomierza mapą nawigacji lub wskaźnikiem przeciążeń działających na istoty żywe podczas jazdy.., serio?, w 3-litrowym dieslu? Do czego ten wskaźnik? Może przyda się żeby zobaczyć wartość przeciążenia przy szybkim zjeździe z ronda w drodze do pracy bo na pewno nie na torze wyścigowym. Jak już uchyliłem rąbka tajemnicy to powiem więcej na temat mojego egzemplarza. Tak więc moja testowana piękność wyposażona jest w 3- litrowego diesla generującego moc 340 koni mechanicznych. Motor spięty jest z 9-stopniową automatyczną skrzynią biegów za pośrednictwem której napęd przenoszony jest na wszystkie cztery koła. Cały ten zestaw pozwala rozpędzić samochód do pierwszej setki w 5.2 sekundy. Zamykam okna, wyciszam radio, włączam silnik i ruszam. Auto płynie, nic się nie zmieniło, a klasa S dalej udowadnia, że pod względem komfortu mało ma godnych siebie przeciwników. Porównując ją z poprzednim modelem zauważyłem, że zawieszenie jest bardziej zwarte przez co auto prowadzi się pewniej, ale kosztem wygody podróżowania. W zasadzie trudno to wyczuć, ja jeździłem praktycznie wszystkimi "Eskami" począwszy od modelu W140 więc jest mi łatwiej porównywać, ale wsiadając pierwszy raz do tego samochodu nie będziecie zawiedzeni komfortem jazdy na pewno. W czasie podróży komputer nieustannie analizuje nasz styl jazdy i zdarza się, że zwyczajnie zakomunikuje nam, iż nadszedł czas na przerwę. System Distronic Plus z asystentem układu kierowniczego współpracuje z systemem Pre Safe, który ma za zadanie zapobiegać kolizjom lub minimalizować jej skutki. Powiem tak: AUTONOMIA. Już dzisiaj możemy puścić kierownicę na autostradzie, włączyć tempomat, a auto pojedzie samo przez krótki dystans. Trzeba jednak bardzo uważać i śledzić komunikaty na wyświetlaczu nakazujące natychmiastowe przejęcie kierowania pojazdem bo w przeciwnym razie może dojść do wypadku. To ograniczenie nie jest związane z niedopracowanym systemem tylko z przepisami, które zabraniają na dzień dzisiejszy poruszania się samochodem autonomicznym po drogach publicznych.

"Pan Diesel"

S klasa z tym silnikiem demonem prędkości nie jest, ale to nie znaczy, że będziemy stali w miejscu czekając na podmuchy sprzyjającego wiatru. Hmm... Ok, jeśli szukamy "masakratora" to zdecydowanie popatrzmy łaskawym okiem w stronę S63 z rewelacyjnym układem wydechowym AMG Performance. Jeśli szukamy prawdziwego ducha klasy S to polecam Wam "pięćset sześćdziesiątkę", ale jeśli szukamy samochodu, którym będziemy naprawdę dużo podróżować to ten diesel będzie idealny, a dlaczego? Otóż jego zapotrzebowanie na ropę wynosi około 10 litrów na setkę w cyklu mieszanym, motor pracuje z dużą kulturą i nie męczy, ale jeszcze raz podkreślam, nie spodziewajcie się wielkich emocji bo będziecie rozczarowani. Zastanawiałem się w jaki sposób opisać Wam właściwości jezdne tego samochodu podczas pokonywania ostrych zakrętów i zdecydowałem, że nawet nie będę próbował tego robić tym autem. Moja S- klasa, do tego w wersji Long, nie jest samochodem sportowym i trudno jest oceniać jej zachowanie w takich warunkach drogowych. To trochę tak jakbyśmy oceniali umiejętności najlepszego na świecie kelnera wysyłając go w lakierkach i z pełną tacą na lodowisko żeby obsługiwał siedzących na nim gości, czekając niecierpliwie aż się wywali. S400d to krążownik, który w tej roli czuje się najlepiej i na pewno sprosta oczekiwaniom nawet najbardziej wymagających gości na jego pokładzie. Zanim przejdę do podsumowania chcę kilka słów powiedzieć o reflektorach tego samochodu będących według mnie inżynieryjnym geniuszem. Tak naprawdę możemy mieć cały czas włączone światła długie i zapomnieć o tym. Komputer nie tylko będzie dbał o to, aby zapewnić nam jak najlepszą widoczność nie oślepiając innych użytkowników, ale z powodzeniem wybierze optymalne miejsce na drodze, w które skieruje wiązkę światła na czas mijania lub wyprzedzania innego pojazdu. System oświetlenia jest zintegrowany z funkcją Night Vision. Jeśli auto wykryje żywą istotę, która może nam wtargnąć pod koła wtedy skieruje na nią strumień światła ułatwiając nam jej identyfikację w celu uniknięcia wypadku.., po prostu jakaś bajka w porównaniu do czasów, w których reflektory świeciły odrobinę lepiej niż znicz na cmentarzu.

Czy chciałbym mieć klasę S w swoim garażu? Szanowni Państwo, zawsze jak mam okazję się nią przejechać mówię "No jak ja lubię ten samochód...", ale prawda jest taka, że ja do ESKI nie pasuję. Osobiście lubię posiedzieć w wiosenny dzień na ławce, na dzielnicy w bluzie z kapturem i słuchawkami na uszach, a ten Mercedes to za wysokie progi jak dla mnie pomimo tego, iż uwielbiam nim jeździć... Można ponarzekać, że Eska taka czy owaka, to czy tamto, ale ten samochód broni się sam, świat go uznał i pokochał. Jeżdżą nim politycy, biznesmeni i księżniczki arabskie, jest piękny drogi i cholernie szpanerski.., ale jeśli on dzisiaj nie pasuje do mnie to nie znaczy, że nie pasuje do Was :) Cena tego auta w wersji Long zaczyna się od 440 tysięcy złotych, a kończy? Ohoho, "bańka" to może być za mało...

Na zakończenie chciałem bardzo serdecznie podziękować Patrycji, do której należy to piękne auto i która zgodziła się je udostępnić żebym wrażeniami z jazdy podzielił się z Wami. Dziękuję ;)

 

Artur Rojewski

 

Mercedes S400d Long 2018
24 listopada 2018

Powrót do bloga

Polub mnie

Uwaga! Niniejsza strona ma charakter wyłącznie informacyjny, nie promuje żadnego stylu jazdy i nie ma charakteru szkoleniowego. Wszystkie samochody, których dotyczą opisy i zdjęcia zamieszczone na tej stronie są użytkowane zgodnie z przepisami ruchu drogowego i z zachowaniem najwyższych środków bezpieczeństwa tak aby nie wyrządzić nikomu żadnej szkody na drodze. Autor bloga nie ponosi odpowiedzialności za innych użytkowników dróg, którzy w sposób niezgodny z przepisami ruchu drogowego lub z narażeniem zdrowia i życia innych będą użytkować pojazdy na drogach publicznych i poza nimi.

Nie wyrażam zgody na kopiowanie zdjęć samochodów, treści wpisów zamieszczonych na ich temat, a także ich dalszą publikację. Wszystkie zdjęcia i artykuły zostały stworzone przeze mnie i stanowią moją własność. Dziękuję za zrozumienie :)